Recenzja książki "Urodzić razem i naturalnie."

Kobieta będąca w ciąży z reguły szuka informacji na temat swojego stanu, szczególnie, gdy jest w nim po raz pierwszy. Chce zrozumieć tak wiele zagadkowych dla niej zjawisk. Jeśli tylko myśli o dobru swojego dziecka, pragnie, by urodziło się zdrowe, a ona – by w doskonałej formie nie tylko przeszła przez trud rodzenia, ale również po 9 miesiącach takową osiągnęła. Wiadomości na ten temat nie brakuje, wystarczy tylko chwilę poszukać. Problem zaś w tym, że jakość i wiarygodność większości z nich jest wątpliwa, a wiele informacji się po prostu wyklucza. I zamiast osiągnąć spokój i jasny obraz sytuacji, ciężarna popada w chaos i często przestaje słuchać swojego organizmu, który jest najwłaściwszym „przewodnikiem”. Nie brak przecież w gabinetach ginekologicznych różnego rodzaju broszurek, które, choć bywają rzetelnie opracowane, nie wychodzą poza stereotypowy obraz ciąży i opieki nad noworodkiem, a ich rolą nadrzędną jest reklama produktów danej marki, jaka wydanie tejże książeczki sfinansowała. Jest też kilka tytułów czasopism poświęconych ciąży i okresu następującego po niej, jednak i im można postawić ten sam zarzut. A już, nie daj Boże, wejść na jakieś forum internetowe! Dopiero można pożałować, że chciało się mieć dziecko! Tyle tam strasznych wizji i opisów się przewija. Dlatego uważam, że jedna, dwie dobrze napisane książki w zupełności wystarczą.

Jedną z nich jest „Urodzić razem i naturalnie. Informator i poradnik porodowy dla rodziców i położnych” Ireny Chołuj. Autorka jest położną, która w ciągu 45 lat praktyki przyjęła kilkanaście tysięcy porodów, z tego 500 domowych. Jest orędowniczką Fundacji „Rodzić po Ludzku” i gorącym zwolennikiem porodów bez interwencji medycznej. Ponieważ książka skierowana jest nie tylko do przyszłych rodziców, ale także do położnych, operuje medycznym językiem, jednakże w bardzo przystępny sposób. Pierwsze rozdziały poświęcone są opisom fizjologii ciąży i porodu, co pozwala rozwiać wszelkie wątpliwości i daje pełny obraz stanu błogosławionego. Autorka szczegółowo opisuje, jak pozycja ciała matki wpływa na przebieg porodu, dlaczego pozycja leżąca jest najgorszą z możliwych i dlaczego najodpowiedniejsze są pozycje wertykalne. Odmitologizowuje rodzenie w wodzie, wyjaśniając m.in. dlaczego niemożliwe jest uduszenie się dziecka przy takim porodzie i jak powinien on przebiegać. Przekonuje, że bardzo ważna jest obecność męża/partnera w tym trudnym momencie. Ale przede wszystkim wskazuje nieprawidłowości w przebiegu porodu w szpitalu, jakie w Polsce mają miejsce od lat. Chodzi tutaj przede wszystkim o stosowanie leków bez wyraźnej przyczyny (oksytocyna, środki znieczulająco-otępiające etc.), pośpiech lekarzy i położnych, brak zainteresowania osobą rodzącej i nie zwracania uwagi na jej potrzeby, leżąca pozycja stosowana tylko wyłącznie dla wygody personelu, wreszcie cięcia cesarskie. Irena Chołuj dowodzi, że wiele „cesarek” odbywa się tak naprawdę z winy lekarzy, a nie dlatego, że są ku nim medyczne wskazania. To samo dotyczy powikłań i komplikacji porodowych. Tam, gdzie jest to przydatne, autorka posługuje się także ilustracjami.

Jest też rozdział skierowany do ojców, w którym znajdą podpowiedź, w jaki sposób mogą pomóc żonie/partnerce podczas porodu. I wreszcie ostatnia część: niezwykle wzruszające opisy porodów domowych pisane przez ich uczestników (zarówno kobiet, jak i mężczyzn). Ten rozdział na długo zostanie w mojej pamięci. Jest niezwykle wzruszający i daje obraz przeżywania porodu z tej „drugiej” strony, tj. rodzącej i jej partnera.

Dlaczego warto tę książkę przeczytać? Przede wszystkim dlatego, że jest osadzona w polskich realiach. Gdy autorka opisuje sytuację panującą w naszej służbie zdrowia, to doskonale wiemy, że innej nie spotkamy. Po drugie dlatego, że daje wiarę – wiarę we własne siły, kobiecą intuicję i Matkę Naturę. Irena Chołuj głośno przeciwstawia się medykalizacji porodów, a walczy o przywrócenie kobiecie należnego jej miejsca, honoru i odpowiedniego traktowania – z szacunkiem i empatią. Walczy też o to, by kobieta mogła decydować o swoim ciele, otoczeniu, w jakim przychodzi na świat jej dziecko i o nim samym – najważniejszym. Wreszcie, autorka namawia do świadomego wyboru miejsca porodu. Nie musi to być dom, choć to miejsce, jako najbardziej przyjazne, intymne i bezpieczne, jest zdecydowanie faworyzowane. I nie ma się czemu dziwić…Wystarczy przeczytać kilka listów z końca książki, by wychwycić różnicę. Książka nie dość, że daje rzetelną wiedzę merytoryczną, to jeszcze opatrzona jest „swojskimi” fotografiami. „Swojskimi” dlatego, że zrobione są w polskich domach i przedstawiają zwyczajnych ludzi, a nie top modelki. Do tego opatrzone są pełnymi ciepła komentarzami.
 
Agata Hołubowska
21 maja 2010 r.

Najnowsze artykuły