List do Maleństwa

Świadomość Twojego życia we mnie stała się tak bardzo znacząca, choć zupełnie ukryta.

Wiesz, że śpiewałam Ci kołysanki, kiedy jeszcze nie mogłeś ich słyszeć? A potem słyszałeś, i kołysałeś się w rytm cichego „luli-la”. A pamiętasz, jak głaskałam Cię przez moją skórę, jak próbowałam złapać za małą piętę?

Tak bardzo chciałam zobaczyć Twoją twarzyczkę.

Wiedziałam, kim jesteś, czułam. Ze mnie, z niego, sam Bóg postanowił ukształtować Twoje piąstki.  Bezpiecznie ssałeś kciuka, kiedy zobaczyłam Cię na pierwszym zdjęciu. Nawet niepotrzebne były te klisze. Ja przecież już wcześniej Cię poznałam.

Mój synku.

Nie ciążył mi brzuch, nie puchły nogi. Rosło przede wszystkim moje serce. Musiało pomieścić wszystkie uczucia do Ciebie, wszystkie czułe myśli, spojrzenia, w których zawrzeć chciałam miłość. Nie wiedziałam jeszcze, że to nigdy się nie uda. Nie zdołam zamknąć Cię w moich dłoniach, pokochać sercem i oczami. Że przenigdy nie ograniczę się do kochania Ciebie tylko cząstką mnie.

Chociaż - Słoneczko moje - mam Ciebie od Najwyższego, i nie śmiałabym postawić Cię w Jego miejscu. Ty jednak tego nie wymagasz. Też Go znasz.

Jak wyobrażałam sobie nasze pierwsze spotkanie po jednej stronie świata?  Że będziesz kruszynką, małą miniaturą Twojego ojca. Miałeś mieć piegi i jaśniutkie włosy małego cheruba. Tymczasem na śniadej skórze nie widać było żadnej plamki pigmentu, a spokojnie i poważnie patrzyła na mnie para ciemnych oczu.

Oczy! Masz moje oczy. W tamtej, pierwszej chwili, nie myślałam o tym. Oczywiście byłeś najpiękniejszy, najcudowniejszy. Ale - co najważniejsze - naprawdę byłeś. Stałeś się jeszcze bardziej. Nowa rzeczywistość.  Zmiana dokonała się na zawsze.

Jestem MAMĄ.

Sabina Hnat

Najnowsze artykuły